Wiedzieć kiedy odpuścić

Sztuka prostoty w obecnym świecie staje się towarem coraz bardziej deficytowym. W świecie, w którym co chwile jesteśmy bombardowani informacjami i gdzie zalewa się nas marketingowym sosem. Powoli zaczynamy się gubić. Tworząc przy tym coraz bardziej skomplikowane rozwiązania prostych kwestii.

Ostatnio zaczyna to coraz bardziej dotyczyć spraw treningu, zdrowia i samego odżywiania (diety). Tysiące trenerów, diet i różnego rodzaju guru, których przekazy dość często są ze sobą sprzeczne. Wszyscy chcą dla ciebie „dobrze”. Każdy będzie pchał cię w kierunku bycia lepszym – niestety, zbyt często za wszelką cenę.

 

Zatrzymaj się i rozejrzyj..

Zatrzymaj się na chwilę i zobacz czy nie wpadłeś w wir działania, który wywiera na ciebie dodatkową presję. Jeśli nakręcają cię hasła typu „dzień bez treningu, to dzień stracony”, „treningu musi zostać odbyty”, czy motywujące do walki: „dopóki walczysz jesteś zwycięzcą!”. Możesz mieć problem o ile nie jesteś zawodowcem, chociaż i w tym wypadku, często zbyt duże ciśnienie na wynik bywa zgubne.

 

Takie lotne hasła sprawiają, że wcześniej czy później zaczniesz ze sobą negatywny dialog wewnętrzny. Kiedy zwyczajnie nie masz czasu na trening, nie masz „dnia” lub zachorujesz. Pojawiają się głupie wyrzuty sumienia i złość na samego siebie. Na krótką metę motywacja przez złość może być pomocna. Na przykład gdy musisz wyrwać się z apatii. Jednak na dłuższą metę będzie wypalająca i powinieneś ją przekształcić w motywację wyższego rzędu.

 

Nie potrzebujesz dodatkowej presji by się realizować w sporcie amatorskim.

Nie chcę się zbytnio rozpisywać w pierwszym wpisie. Przesłanie jest jedno. Nie twórzmy na sobie dodatkowej presji. Sport amatorski ma dawać radość z samego faktu jego uprawiania, z bycia w ruchu i zmiany otoczenia na bardziej dla nas naturalne. Odpuść presję wyniku, czy kupna dodatkowego gadżetu do roweru i wyjdź się poruszać 🙂  

Naprawdę potrzebujesz wywierać na siebie dodatkową PRESJĘ w dziedzinie życia, która de facto ma być dla ciebie rozrywką, szansą na poprawę zdrowia, czy na rozwój swoich możliwości ?

W żadnej z tych dziedzin nie jestem ekspertem. Jestem uczącym się praktykiem, jednak wiem jedno – życie i trening są znacznie prostsze niż wynikałoby to z ogólnego przekazu.

Dlatego powstał ten blog. Chcę się tutaj podzielić swoimi przemyśleniami w kwestiach treningu, zwłaszcza rowerowego, jak i innych powiązanych z nim spraw. Bez ciśnienia na wynik, a bardziej dla zdrowia i rozwoju swoich cech, głównie mentalnych.

Przypadek Alberto Salazara

Ostatnio przeczytałem książkę „14 minut”, która jest opisem kariery biegacza Alberto Salazara. Facet wygrał pierwszy swój maraton w którym wystartował w wieku 22 lat. Rok później wygrał ponownie i nieoficjalnie ustanowił rekord świata na tym dystansie. Przez 3 sezony wygrywał maraton nowojorski. Cały czas cisnął na treningach, pomimo bólu. W wieku 26 lat zaczął się rozpadać, jeszcze nie mentalnie ale już fizycznie. Nigdy nie wrócił na poziom jaki prezentował kilka lat wcześniej. Zapłacił cenę za bycie twardym ponad wszystko. Ktoś powie, ale przecież wygrał 4 maratony, podczas gdy wielu zawodowych sportowców nigdy nie wygra żadnego. Ok, tyle że przy jego skali talentu, nie wiemy czy nie wygrałby 20-tu. Nie potrafił sobie odpuścić i musiał przed wcześnie skończyć karierę.